...czyli oczekiwania vs. rzeczywistość
Im więcej czasu jesteśmy na Sycylii, im bardziej poznajemy wyspę i mieszkańców, im więcej kilometrów mamy "na liczniku" i obrazów powstałych z codziennych obserwacji, tym więcej refleksji się w nas rodzi...
Jesteśmy zarejestrowani na wielu grupach i forach dotyczących Sycylii, czytamy posty, komentarze i widzimy w nich Waszą wizję Sycylii - jako krainy szczęśliwości mlekiem i miodem płynącej. Ktoś był na wakacjach, zakochał się w wyspie... Od razu rodzi się w nim myśl -
"cudnie, chcemy tu mieszkać. Jak nie już, to za parę lat, albo nawet na emeryturze". Bo dlaczego nie? Ponad 300 słonecznych dni w roku, relatywnie tanie nieruchomości - nieosiągalne w Polsce w takich cenach, bogactwo przyrody, kultury i sztuki. Taki mały raj na Ziemi otoczony morzami, odizolowany, nieskażony zbyt mocno. Do tego dość niskie koszty utrzymania...
A wy? Wy do tych marzeń dołożycie fakt, że znacie przecież angielski, może nawet biegle. Pracę znajdziecie, bo jesteście sumienni, rzetelni i operatywni, macie duże doświadczenie, zawsze "dowozicie" wszystkie tematy... Co może pójść nie tak? Otóż... wszystko.
Bo tutaj, na Sycylii, nikogo to nie interesuje i nikomu to nie jest potrzebne. Rozumiemy opinie i zachwyty wielu osób, nawet wręcz zachłyśnięcie się Sycylią. Bo to jest wspaniałe miejsce. Bez wątpienia. Ale bardziej różniące się od Polski niż większości z Was się wydaje. Tu słowo
mieć właściwie nic nie znaczy. Tu nie trzeba
mieć, tu trzeba
być. Całym sobą. Spoić się z wyspą, zaakceptować jej zasady. Chcecie mieszkać na Sycylii? To duża wyspa, jest gotowa na wasz przyjazd. Ale zacznijcie od podstawowego pytania - czy Wy jesteście gotowi na nią?
Wasz angielski możecie zostawić w porcie w Mesynie, albo na lotnisku. Na nic Wam się na Sycylii nie przyda. Zwłaszcza tam, gdzie będziecie musieli realizować największe potrzeby - w sklepach, w urzędach. Znacie trochę włoski? To świetnie. Pamiętajcie jednak, że to też nie zawsze wystarczy. Sycylijski "dialekt" ma w sobie mnóstwo naleciałości z języka arabskiego i często niewiele ma wspólnego z językiem włoskim. Ten raj, który widzicie w swojej wyobraźni to w rzeczywistości bardzo biedny region, może nawet ubogi. Z wysokim poziomem bezrobocia, z niskimi zarobkami, z rozbudowaną szarą strefą i często pracą na czarno, z wysokimi podatkami, z mocno kulejącą służbą zdrowia. Region mocno zacofany, a miejscami wręcz zrujnowany infrastrukturalnie, ale też społecznie, gdzie w niejednym miejscu spotkacie się nawet z analfabetyzmem, a dowód na to dostaniecie rozmawiając z kimś używając translatora w telefonie. Jeśli przeczytacie coś po włosku wasz rozmówca zrozumie. Ale jeśli dacie mu ten tekst do przeczytania, może się zdarzyć, że nie będzie potrafił...
W Polsce jest modne powiedzenie
"a może rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady". Pamiętajcie tylko, że Bieszczady są bliżej, że wciąż będziecie w kraju z sensownym rynkiem pracy, w kraju który znacie, wśród ludzi z którymi się bez problemu będziecie porozumiewać. Czy jesteście gotowi na Sycylię mentalnie? Przyjeżdżając z kraju, gdzie żyje się szybko, gdzie zegarek i czas to podstawy sukcesu, gdzie jest ogromne parcie na wszystko, gdzie goni się za pieniędzmi, karierą i często nie ma się siły na przyjemności lub czasu dla własnej rodziny? Czy potraficie nagle zrobić reset i zacząć od zera, od nowa? W kraju, gdzie słowo
domani (
tł. jutro) tak naprawdę oznacza
kiedyś, w jakiejś trudnej do określenia przyszłości? W kraju, gdzie zegar wskazuję tę samą godzinę, co w Polsce, a jednak czas płynie wolniej, albo sprawia wrażenie, jakby w ogóle się zatrzymał? To główne pytania.
Tutaj, żeby przeżyć musicie mieć na siebie pomysł. Jeśli go macie to wtedy próbujcie go wcielić w życie. Ale nikt nie da gwarancji, że się uda. Tu wartości człowieka nie mierzy się stanowiskiem na wizytówce, ilością pieniędzy, wielkością domu, czy klasą samochodu. Tutaj mierzy się serdecznością, otwartością, uśmiechem, który nawet kiedy jest źle, pojawia się na twarzy. Nie chodzi o pytanie, czy chcielibyście żyć na Sycylii, ale o pytanie, czy byście umieli? Tutaj ludziom może brakować pieniędzy, ale nie brakuje im honoru i godności. Tu, mimo Waszego pochodzenia będziecie traktowani jak "swoi" jeśli pokażecie, że jesteście tacy, jak lokalsi, jeśli wejdziecie w środowisko i będziecie umieli się w nim odnaleźć.
W Polsce macie sąsiadów - na Sycylii to rodzina. Taka, na którą możecie zawsze liczyć, jeśli ona będzie mogła liczyć na Was. Tej wyspie musicie dać się pochłonąć. A w zależności od Waszego zachowania i reakcji, ona albo Was adoptuje, albo... wypluje i każe wracać tam, skąd przyjechaliście. I, żeby to zrozumieć nie wystarczy być tu weekend, czy tydzień. Na to potrzeba miesięcy. Ale już nawet jeden miesiąc wystarczy, żeby po powrocie do Polski wyjść z terminala na lotnisku i poczuć, że przyjechało się do bardzo bogatego i dobrze zorganizowanego kraju. Wtedy bardzo mocno widać różnicę. Wtedy jest czas, żeby zacząć sobie zadawać pytania i weryfikować swoje oczekiwania w odniesieniu do rzeczywistości...